Dlaczego zostałem behawiorystą?
Kilka lat temu moje życie wyglądało inaczej niż dziś. Moje psy, Aria i Benio, zmagały się z lękiem separacyjnym i agresją. Nie mogłem wyjść z mieszkania na więcej niż kilka sekund ponieważ psy zaczynały od razu piszczeć i szczekać. Żona została wtedy zmuszona by zostać w domu, bo nie było nikogo innego do opieki. Spacery były koszmarem, a codzienność jednym wielkim ograniczeniem.
Szukałem wtedy pomocy. Pierwszy Behawiorysta odmówił prowadzenia przypadku. Drugi zgodził się pomóc choć miał obawy. Rozpoczeliśmy prace. Miesiące mijały, pieniądze znikały, a efekty? Cóż efekty były minimalne.
Któregoś dnia mieliśmy umówioną rozmowę z naszym behawiorystą. Wróciliśmy do punktu wyjścia – psy nie radziły sobie nawet z kilkoma sekundami samotności, a ja myślałem o znalezieniu Beniowi nowego domu.
Niestety telefon nie odpowiadał. Za każdym razem poczta głosowa. Po kilku dniach i bezskutecznych telefonach poddałem się.
— Może znajdziemy kogoś innego? — powiedziała żona.
— Kogo? Już próbowaliśmy z dwoma behawiorystami i straciliśmy
kupę pieniędzy i czasu.
— To może sam zostań behawiorystą?
Zaśmiałem się. Absurd.
Ale pomysł dojrzewał. Byłem w trakcie zmiany ścieżki zawodowej i rozważałem wtedy kilka opcji. Zawsze chciałem coś osiągnąć, być w czymś naprawdę dobry. Raz się żyje – pomogę swoim psom i udowodnię, że da się to zrobić dobrze – pomyślałem.
Kilka tygodni później zapisałem się na kursy.
Jak to wygląda w momencie gdy piszę ten tekst?
Kilka dni temu wyszedłem z żoną na ponad godzinny spacer. Psy zostały w same w domu – bez szczekania, piszczenia i stresu. Po raz pierwszy od dawna poczułem normalność.
Teraz pomagam innym opiekunom, którzy czują to, co ja kiedyś.
I wiesz co? To była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.
























